poniedziałek, 30 stycznia 2017



Hej,
dobrze, że jesteś. 

Kiedy ostatnio powiedziałeś to do kogoś? Kiedy ostatnio szczerze ucieszyłeś się z tego, że widzisz człowieka, którego znasz, z którym dzielisz wspomnienia?
Jeśli robisz to regularnie, to gratuluję Ci. Robisz kawał dobrej roboty. Nie tylko dla innych, tak naprawdę dla siebie.
Gdy częstujesz kogoś swoim ciepłem autentycznie, gwarantuję że sam je od razu poczujesz. To jak rozpalanie ogniska, rozpalasz je dla kogoś, ale siedząc przy nim ogrzewasz też siebie.
Wiem, że bardzo ciężko jest w zabieganym, efektownym, pełnym wyzwań i  celów życiu - jakie teraz zaczynamy reprezentować - mieć jeszcze siłę i energię na to, by szczerze i całościowo skupić się na relacji, na spotkaniu z bliskimi. Ciężko jest być z człowiekiem tu i teraz. I paradoksalnie cięższe jest to przy ludziach nam najbliższych. Odpuszczamy sobie przy nich. Nie dbamy o to, by czas z nimi spędzony mógł nas pochłonąć. Często uciekamy myślami do naszych zadań, rzeczy, które musimy zrobić albo mamy w planach. Uciekamy w przyszłość. Tylko po co? Jeśli masz coś ważnego do zrobienia, po prostu spotkaj się wtedy, gdy będziesz mógł całą uwagę poświecić chwili, gdy jesteś z kimś bliskim. Porozmawiaj wtedy kiedy możesz. Postaw na jakość.
Im bardziej się zaangażujesz w dbałość o relację, tym więcej dobrego dla siebie zrobisz. Relacje uszczęśliwiają, dają chęci do najtrudniejszych zadań. Tylko jeden warunek. Musisz się na tym skupić. Będąc z kimś, bądź tu i teraz. Zróbcie coś razem. Niech na chwilę ten czas nie będzie czasem, który Ty przeżywasz w swojej głowie, a osoba Ci bliska przeżywa w swojej. Przeżywajcie go będąc w swoich głowach nawzajem, zwracajcie uwagę.
Ja na początek postawiłam na właśnie ten azyl. Uważam, że najważniejszy. I widzę jak zgorzknienie (które tłumaczyłam obowiązkami, trudnymi czasami i całą masą innych oszukanych powodów) zaczyna mnie opuszczać. Jak wkrada się uśmiech, jak wkradają się chęci, jak znika poczucie, że nie mam siły czegoś zrobić, jak pojawia się milion pomysłów...

Wiesz co?
Dobrze Cię widzieć.




czwartek, 26 stycznia 2017



Albo się ma swoje azyle, albo się ich nie ma. Jeśli się je ma, codzienne wstawanie z łóżka jest ryzykowne. Czemu akurat ryzykowne? Mając swoje azyle stać cię na więcej, mniej się boisz, porażka jest dla ciebie mniej kalecząca, a ty inaczej chcesz. Chcesz życia, jego esencji i piękna nie dlatego, że jego elementy pozwolą ci zapełnić plan sukcesu, który sobie stworzyłeś, który tak naprawdę jest pusty, zionąca dziura, forma bez treści. Chcesz życia, jego esencji i piękna, bo tego łakniesz, bo potrzebujesz doświadczać, bo nie boisz się tego co może kryć się za tym doświadczeniem. Nie stawiasz tylko bezpiecznych kroków. Nie wierzysz, że pole po którym przychodzi ci iść jest całe zaminowane. Bo najzwyczajniej w świecie, masz swój azyl. Wiesz, że jest jakaś głębia ciebie, jakieś wyjątkowe miejsce, w którym każda komórka ciała podpowiada ci, że nie może wydarzyć się zupełnie nic złego, jakaś naprawdę wyjątkowa osoba, wyjątkowa, niesamowita, pochłaniająca aktywność, coś, co określonej formy nie ma, azyl dla ciebie, twojego szczęścia, poczucia bezpieczeństwa.
Miałam swoich azyli wiele. Naprawdę wiele. Każdy ryzykowny krok był do pokonania, każdy lęk do błyskawicznego poskromienia, każdy pomysł wydawał się możliwy, każdy człowiek był ważny, każda wiara w coś była święta.
Rzeczy w świecie się zmieniają. Ty się zmieniasz. Twoje azyle odchodzą, ulatują, już nie potrafią na ciebie wpływać. A ty zostajesz bez ochrony.
Albo się ma swoje azyle, albo się ich nie ma. Gdy się ich nie ma, codzienne wstawanie z łóżka jest rutyną. Czemu rutyną? Nie mając swoich azyli nie stać cię na akty odwagi, boisz się, porażka mogłaby cię złamać, nie pomogą żadne samorozwojowe wywody na temat tego, że porażka wzmacnia. Marzysz o tym, by chcieć życie,czuć jego esencje, rozpływać się w jego pięknie, ale to tylko głuche szepty, z których czasem nawet nie zdajesz sobie sprawy, że ich potrzebujesz. To jest właśnie problem, gdy nie masz swojego azylu. Błądzisz po omacku. Nie wiesz czego tak naprawdę potrzebujesz i co ci zabrano, co zniknęło. Przyjmujesz stoicką postawę, która każe się godzić z naturalną koleją losu i nie przeżywać jej emocjonalnie, przyjmujesz postawę, która wyklucza azyl, rzutuje na jego niepotrzebność. Stawiasz tylko bezpieczne kroki. Widzisz wszędzie pole minowe, a swoje zgorzknienie uzasadniasz typowym realizmem. Bo nie masz swojego azylu. Wiesz, że nie ma miejsca, czegoś, w co, gdzie możesz się udać, by poradzić sobie, zalizać rany, schronić się.
Miałam swoich azyli wiele, ale ich już nie mam. Nie posiadam żadnego. A ten blog będzie o szukaniu. Nigdy myśli i uczucia nie potrafiły być dla mnie jaśniejsze, niż w momencie, gdy je spisywałam. Spróbuję to wykorzystać.